Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kicia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kicia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2025

Pudełka na słodycze.

Kilka pudełek na słodkie co-nieco: Rafaello, Toffifee, Ptasie Mleczko, Ferrero Rocher, czekoladę.






 

Pozdrawiamy z Kicią i Tygrysem!


 

środa, 8 listopada 2023

Dynie.

Jeśli jesień, to obowiązkowo muszą być kolorowe liście. I dynie. Nawet na czekoladowniku.

A patrząc na koty, zastanawiam się, czy jest sens kupowania przytulnych legowisk i kocyków, skoro największą frajdę sprawia im zwykły karton :)



 

czwartek, 19 października 2023

Jesienne klimaty.

Jesienne klimaty to coś, co kocham ogromnie! Te kolory, zapachy, wiatr... Jestem "jesieniarą" i już! I cieszę się, że mogę tą jesienią cieszyć się również w swoich pracach. Jesienny zestaw pudełek: Na Merci, Rafaello i Ferrero Rocher.


 




W Action kupiłam fajny drapak dla kotów. Ale kupując go nie doczytałam, że przeznaczony jest dla kotów do 6 kilo wagi... No i cóż... Skręciłam, zmontowałam, postawiłam... i rozkręciłam, rozmontowałam, schowałam z powrotem do pudełka. W budce, na hamaku i platformie ślicznego kremowego drapaka mieściło się tylko... pół mojego kota. Kicia waży ponad sześć kilo, a Tygrys ponad siedem czyli więcej, niż cały drapak! A tak przyglądała się Kicia składaniu drapaka:
 
 
Drapak już oddany kotce 3-kilowej :) Radochy miała, co nie miara :) Niech jej służy parę lat. A ja mam nauczkę, żeby dokładnie sprawdzać, co kupuję.

 

wtorek, 3 października 2023

I znowu lawendowo :)

Znowu prezentowy zestaw pudełek na słodycze, i tak, znowu w lawendowych kolorkach. No cóż, nakupiłam tych papierów tyle, że jeszcze sporo prac z nich ogarnę :)))



Wraz z Kicią pozdrawiamy Tuzaglądaczy!





 

 

piątek, 8 września 2023

Ślubna DL-ka i koci rozejm.

Papiery z kolekcji "Złota Dama" zawsze prezentują się bardzo elegancko, więc idealnie nadają się na prace ślubne. Powstała z nich kartka w formacie DL.


Udało mi się pogodzić koty na balkonie!
Jak już wielokrotnie pisałam, zawsze podczas haftowania czy robienia czegokolwiek innego na balkonie towarzyszyła mi Kicia, najczęściej śpiąc na balkonowym fotelu. Jeśli akurat nie spała na tym fotelu, musiałam mieć oczy naokoło głowy i pilnować, co też aktualnie kombinuje: wspinaczkę po kratce z fasolą, ostrzenie pazurów na słonecznikach, czy też może wskakiwanie na barierkę żeby sprawdzić, co jest za nią. Nie mam siatki na balkonie, więc kiedy musiałam jej pilnować, nic innego nie dało się w tym czasie robić. Tak więc fotel był wybawieniem - kot zasypiał na kilka godzin, a ja mogłam haftować.
Kiedy w domu pojawił się Tygrys w listopadzie 2021 roku, na początku nie wychodził wcale na balkon, bał się. Latem ubiegłego roku, zachęcany przez mnie i obserwujący zachwyconą balkonem Kicię, zaczął wychodzić, ale zwykle na krótko. Pozaglądał z jednej strony balkonu, z drugiej, chwilkę poleżał na dywaniku pod fotelem i zmykał do mieszkania.
A w tym roku postanowił sprawdzić, dlaczego Kicia z taką lubością wyleguje się na fotelu. No i... jak sprawdził, to już na nim pozostał. Najchętniej wcale by z niego nie schodził. Kicia nie ma prawa na niego wejść, bo od razu ją gryzie i zrzuca. Ja nie mogę na nim usiąść, bo od razu siada przede mną i gapi się na mnie złowrogo, a jak to nie pomaga, to wskakuje na kolana i wbija mi pazury w uda, a najchętniej to jeszcze by użarł w rękę. Broni tego fotela jak niepodległości.
Za to biedna Kicia, która zawsze szuka sobie miejsca "na wysokościach", nagle została zmuszona do leżenia na podłodze. Nie pomagały żadne kocyki i legowiska na pocieszenie, była nerwowa i sfrustrowana, a swoją złość wyładowywała na mnie zębami i pazurami, i jeszcze bardziej niż wcześniej kombinowała, jakby tu powspinać się w górę na tym balkonie. Dzisiaj, kiedy Tygrys poszedł do mieszkania, szybciutko zajęła jego miejsce i miała taką szczęśliwą, zrelaksowaną, pełną ulgi minkę... przez niecałą minutę, bo kocur wrócił i od razu ją ugryzł i zrzucił. Popatrzyła na mnie z takim żalem i smutkiem, że aż serce mi się ścisnęło... No i co było robić... poszłam do sklepu i kupiłam drugi, taki sam fotel. Cóż to była za radość! Teraz i król, i królowa mają swoje własne trony, choć oczywiście Tygrys (pod nieobecność Kici) nie omieszkał sprawdzić, czy nowy nabytek nie jest przypadkiem wygodniejszy. Na bocznym oparciu jego fotela przewiesiłam szmatkę, aby trochę koty oddzielić od siebie.
Musiałam nieco "przemeblować" mój mały balkon, przesunąć lub przestawić niektóre doniczki, żeby jakoś upchać ten nieszczęsny fotel. Teraz na balkon wchodzi się jak przez ucho igielne, a mój hafciarski kącik zrobił się bardzo ciasny, wciśnięty pomiędzy szafkę i donice z sansewieriami. Jedno jest pewne: nie mogę przytyć, bo wtedy się nie zmieszczę.




czwartek, 20 lipca 2023

Tańcowała igła z nitką...

Tańcowała igła z nitką... i oto efekt tego tańca. Wybaczcie, że nie wyprasowany, ale nie miało sensu prasować, gdyż zaraz kanwa będzie poskładana do koperty i wysłana, więc i tak się w swojej podróży wygniecie.


Zabawne, kolorowe koty już wkrótce będą elementem materiałowej torby. Bardzo jestem ciekawa tej torby :)))
Koty haftowało się przyjemnie i bardzo szybko, na szarej aidzie 14 ct mojej ulubionej firmy Zweigart. Podoba mi się w tym wzorze to, że można dowolnie bawić się kolorami.
A haftowałam oczywiście na balkonie w miłym towarzystwie dwóch tłuściochów :)

Pozdrawiam!

wtorek, 4 lipca 2023

Trochę czerwieni.

Na szybko zrobiony czekoladownik na Merci w kolorach czarny - biały - złoty - czerwony. Mocne kolory i do tego jeszcze złoty blask. Jednym słowem: bije po oczach :)))


Jak już jestem przy kolorze czerwonym, to takie oto delikatne piękności kwitną przy pobliskim placu budowy:



 Prawda, że zachwycające?
A żeby nie było, że tylko Tygrysa pokazuję ostatnio na blogu, oto Jej Wysokość Kicia :)

piątek, 9 czerwca 2023

Zaległości.

Okropnie, ale to okropnie zaniedbałam swojego bloga. Nie dlatego, że mi się nie chce, albo że nic nie robię i nie mam czego pokazać. Wręcz przeciwnie, roboty mam po kokardkę i jeszcze trochę, z wieloma planowanymi przeze mnie pracami jestem spóźniona prawie o rok (!) i wszelkimi siłami próbuję ten czas nadgonić, co przy mojej obecnej sytuacji osobistej i rodzinnej jest wręcz karkołomnym wyczynem. Moje usilne próby zwiększenia tempa pracy z reguły kończą się siedzeniem do późnych godzin nocnych - a czasem wręcz porannych, śpię po 2,5 - 3 godzinki, przez co do pracy chodzę niczym zombie z kiepskiego horroru... I zwyczajnie kiedy przed snem chcę jeszcze coś napisać na blogu, to już nie daję rady, bo padam na twarz. Podobno Napoleon Bonaparte sypiał 5 godzin na dobę, i powszechnie uznaje się, że to mało. Cóż, Leonardo da Vinci ponoć zadowalał się trzema godzinami snu na dobę, i to nie tylko mu wystarczało, ale też nie przeszkadzało być geniuszem, wszechstronnym uczonym, wynalazcą i artystą. Skoro Wielki Leonardo dawał radę, to ja mała myszka też muszę, przynajmniej przez jakiś czas.Na szczęście rozpoczęłam dwutygodniowy urlop, więc mam nadzieję na odrobinę więcej snu i jakiś reset.
A w czasie, jaki minął od ostatniego posta na blogu, ulice mojego miasta nabrały rumieńców za sprawą wszechobecnego kwiecia. Azalie, rododendrony, złotokapy, głogi i róże krzyczą kolorami i zapachem. Zwyczajne wyjście do miasta na zakupy jest prawdziwą ucztą dla zmysłów.


















 
 
Moja osobista przestrzeń balkonowa również się zazieleniła. Nie mogło być inaczej, w końcu to moje jedyne miejsce wypoczynku i mój letni salonik. W skrzynkach i doniczkach zamieszkały begonie, pelargonie, dalie i heliotrop. Wysiałam maciejkę, fasolę i słoneczniki. Na letnie wczasy wyjechały też z mieszkania sansewierie.
 






 
Cały jeden dzień spędziłam na przynoszeniu do domu roślin z targu (w sumie zrobiłam pięć kursów, bo jeszcze tachałam kwiaty dla sąsiadki) i sadzeniu. Oczywiście przy pracy pomagała wszędobylska Kicia, pilnie nadzorując każde machnięcie łopatką.
 

Natomiast Tygrys, jak to przeciętny facet, uznał, że skoro baby pracują, to on nie będzie im przeszkadzał i poszedł spać.
 

A z wykonanych  w międzyczasie prac rękodzielniczych pokażę najstarszą nie publikowaną jeszcze kartkę, na chrzest, z uroczą zawieszką w kształcie stópek. O rety, jeszcze z kwietnia... Naprawdę mam spore zaległości :(


Pozdrawiam Tuzaglądaczy! W następnym poście będą kolejne zaległe karteluchy...