Kilka pudełek na słodkie co-nieco: Rafaello, Toffifee, Ptasie Mleczko, Ferrero Rocher, czekoladę.
Pozdrawiamy z Kicią i Tygrysem!
Kilka pudełek na słodkie co-nieco: Rafaello, Toffifee, Ptasie Mleczko, Ferrero Rocher, czekoladę.
Pozdrawiamy z Kicią i Tygrysem!
Jeśli jesień, to obowiązkowo muszą być kolorowe liście. I dynie. Nawet na czekoladowniku.
A patrząc na koty, zastanawiam się, czy jest sens kupowania przytulnych legowisk i kocyków, skoro największą frajdę sprawia im zwykły karton :)
Jesienne klimaty to coś, co kocham ogromnie! Te kolory, zapachy, wiatr... Jestem "jesieniarą" i już! I cieszę się, że mogę tą jesienią cieszyć się również w swoich pracach. Jesienny zestaw pudełek: Na Merci, Rafaello i Ferrero Rocher.
Znowu prezentowy zestaw pudełek na słodycze, i tak, znowu w lawendowych kolorkach. No cóż, nakupiłam tych papierów tyle, że jeszcze sporo prac z nich ogarnę :)))
Papiery z kolekcji "Złota Dama" zawsze prezentują się bardzo elegancko, więc idealnie nadają się na prace ślubne. Powstała z nich kartka w formacie DL.
Udało mi się pogodzić koty na balkonie!
Tańcowała igła z nitką... i oto efekt tego tańca. Wybaczcie, że nie wyprasowany, ale nie miało sensu prasować, gdyż zaraz kanwa będzie poskładana do koperty i wysłana, więc i tak się w swojej podróży wygniecie.
Pozdrawiam!
Na szybko zrobiony czekoladownik na Merci w kolorach czarny - biały - złoty - czerwony. Mocne kolory i do tego jeszcze złoty blask. Jednym słowem: bije po oczach :)))
Jak już jestem przy kolorze czerwonym, to takie oto delikatne piękności kwitną przy pobliskim placu budowy:Okropnie, ale to okropnie zaniedbałam swojego bloga. Nie dlatego, że mi się nie chce, albo że nic nie robię i nie mam czego pokazać. Wręcz przeciwnie, roboty mam po kokardkę i jeszcze trochę, z wieloma planowanymi przeze mnie pracami jestem spóźniona prawie o rok (!) i wszelkimi siłami próbuję ten czas nadgonić, co przy mojej obecnej sytuacji osobistej i rodzinnej jest wręcz karkołomnym wyczynem. Moje usilne próby zwiększenia tempa pracy z reguły kończą się siedzeniem do późnych godzin nocnych - a czasem wręcz porannych, śpię po 2,5 - 3 godzinki, przez co do pracy chodzę niczym zombie z kiepskiego horroru... I zwyczajnie kiedy przed snem chcę jeszcze coś napisać na blogu, to już nie daję rady, bo padam na twarz. Podobno Napoleon Bonaparte sypiał 5 godzin na dobę, i powszechnie uznaje się, że to mało. Cóż, Leonardo da Vinci ponoć zadowalał się trzema godzinami snu na dobę, i to nie tylko mu wystarczało, ale też nie przeszkadzało być geniuszem, wszechstronnym uczonym, wynalazcą i artystą. Skoro Wielki Leonardo dawał radę, to ja mała myszka też muszę, przynajmniej przez jakiś czas.Na szczęście rozpoczęłam dwutygodniowy urlop, więc mam nadzieję na odrobinę więcej snu i jakiś reset.
A w czasie, jaki minął od ostatniego posta na blogu, ulice mojego miasta nabrały rumieńców za sprawą wszechobecnego kwiecia. Azalie, rododendrony, złotokapy, głogi i róże krzyczą kolorami i zapachem. Zwyczajne wyjście do miasta na zakupy jest prawdziwą ucztą dla zmysłów.