poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Mój hafciarski skarb.

Długo mnie tutaj nie było, blog zarósł kurzem i pajęczynami. Mam za sobą wyprowadzkę, generalny, trwający ponad 6 miesięcy remont mieszkania połączony z całkowitym odcięciem od internetu i telewizji, a potem ponowne wprowadzanie się i upychanie gratów. Przez ten czas odwykłam od blogowania, włączyła mi się opcja "nie chce mi się" i wciąż odkładałam w czasie moment napisania kolejnego posta. Potrzebowałam jakiegoś kopa, impulsu... aż na blogu Katarzyny "Krzyżykowe szaleństwo"  trafiłam na post z ogłoszonym konkursem pod nazwą "Mój hafciarski skarb". 

Temat konkursu skłonił mnie do refleksji. I zaczęłam się zastanawiać, co mogłoby być MOIM osobistym hafciarskim skarbem? Która z prac? Czy kilkadziesiąt już zakładek do książek, które szły na licytację na bazarku dogomanii, żeby pomóc zebrać pieniądze na ratowanie psów? W sumie niby takie małe nic, a jednak dały mi ogromną radość i satysfakcję, i z pewnością, jak się to mówi, "ciąg dalszy nastąpi", bo potrzeby na dogomanii były, są i będą...

Czy może któraś z większych prac, jakiś większy obraz? Coś naprawdę trudnego, wymagającego, prawdziwe wyzwanie, po ukończeniu którego czuje się satysfakcję niczym po zdobyciu Mount Everest? Taką moją Czomolungmą był chyba obraz "Resting" haftowany na prezent. Wzór firmy Classic Cross Stitch, 450 x 335 krzyżyków, 147 kolorów muliny DMC, aida 18 ct. Dodatkową dla mnie trudnością był dla mnie wzór w kolorze - wolę wzory czarno-białe, gdyż mogę sobie zakreślać wyhaftowany obszar i łatwiej jest mi odnaleźć się z pracą we wzorze.

Mimo, że pracowałam nad nim dzień w dzień przez 18 miesięcy i z trudem dałam radę znienawidzonym kolorowym wydrukom, to jednak nie czuję do tego obrazu jakiegoś szczególnego sentymentu. Nie na tyle, by nazwać go swoim "hafciarskim skarbem"... więc jeśli nie on, to co???
Może kolejny wzór firmy Classic Cross Stitch, wymarzony niegdyś przez mnie "The Visitor"? Przy nim już trochę serce drgnęło...

Jest na nim to, co kocham: sielski spokój, koń, pies... 445 x 300 krzyżyków, aida 18 ct, kolorów DMC 102, a więc mniej, niż w "Resting", a i wzór był czarno-biały, więc praca dla mnie łatwiejsza. Jednak... nie. Lubię go bardzo, ale to jeszcze nie to... Jeszcze nie coś, co mogłabym nazwać "skarbem".
"Skarb" to coś cennego, ważnego, kochanego. Coś bezcennego...
Dla mnie zawsze, w całym moim życiu, ważne były psy. Dla mnie, ale też dla moich rodziców. Psy czyniły nasze życie pełnym. Uśmiechnięte pyski i merdające ogony dzieliły z nami wszystkie radości. Na złe chwile i problemy najlepiej pomagały wielokilometrowe spacery z psem, który nie pytał, nie oceniał, nie krytykował, ale po prostu był, i po psiemu uczył czegoś naprawdę ważnego i cennego: by brać życie takim, jakie jest. Cieszyć się chwilą, która trwa, i tym, co się ma: patykiem, kałużą, wiatrem we włosach i żabą w trawie. I chyba tylko dzięki psom w tym moim porąbanym życiu całkiem nie zwariowałam. I dzięki jednemu, konkretnemu psu żyję. Dzięki Norze, bokserce mojej koleżanki, która w ostatniej chwili nie pozwoliła utopić się głupiej smarkuli, która za innymi dziewczynkami polazła do jeziora nie umiejąc pływać. Od tamtej pory (a dawno temu to było) nie wchodzę do wody...    
I dlatego moim hafciarskim skarbem jest obraz "Golden Gaze" wyhaftowany według wzoru amerykańskiej firmy Shinysun's Cross Stitching, opracowanego na podstawie oryginalnego dzieła "Blond Goldens", którego autorem jest Greg Alexander. Haft ma wielkość 350 x 283 krzyżyki, na aidzie 18 ct czyni to rozmiar 48,5 cm x 39 cm. Kolorów zaledwie 62 - czyli bardzo niewiele w porównaniu do poprzednich obrazów, schemat czarno-biały, czyli ten lubiany przeze mnie. Niby więc technicznie praca prostsza, łatwiejsza, mniejsza, lecz jej waga emocjonalna jest zdecydowanie największa. Ten obraz haftowałam również na prezent, dla moich kochanych Pań weterynarek z okazji którejś tam rocznicy otwarcia ich własnego gabinetu, i wisi w poczekalni w towarzystwie dwóch innych moich mniejszych obrazów, kocich portretów firmy Artecy Cross Stich. Na tym zdjęciu bez ramy:

A tutaj już w ramie:

Obecnie nie mam psa. Nie mogę go mieć z powodu godzin pracy, i nie wiem, czy kiedy przejdę na emeryturę, będę jeszcze na tyle sprawna, by móc zapewnić psu fajne życie. Mam już swoje lata, i nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mi dane iść na sześciu łapach i na jednej smyczy. I dlatego ten właśnie obraz jest MOIM hafciarskim SKARBEM. To prawda, że nie wisi on na mojej ścianie. Ale będzie wisiał. W moim starym/nowym mieszkanku, po tym armagedonowym remoncie, jest dla niego miejsce. I jest już przygotowana aida, i wydrukowany wzór. Będę go haftować po raz drugi. Tym razem dla siebie. Nie tylko dlatego, że przedstawia to, co kocham: psy. Ale również dlatego, że to być może będą ostatnie psy w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każde słowo i zapraszam ponownie!