czwartek, 21 września 2023

Rudzik tu, rudzik tam.

Odgrzebałam swoje stareńkie zapasy jesiennych papierów (kto jeszcze pamięta kolekcję "Jesienne Liście" dawnej Galerii Papieru, obecnie Paper Heaven?), żeby ozdobić nimi upominkowy zestaw pudełek: na kawę, na Rafello oraz czekoladownik. W planach było pięknie, a w realu wyszło tak sobie. Zrobienie słoneczników zajęło mi sporo czasu (robiłam ich od razu znacznie więcej, na zapas), a z efektu końcowego nie jestem zadowolona. Kilka godzin spędziłam na wycinaniu, cieniowaniu płatków pomarańczowym tuszem i wygniataniu dłutkiem, a w efekcie po wszystkich tych zabiegach nie ma śladu na gotowych kwiatkach: cieniowanie gdzieś się ulotniło, a płatki po przyklejeniu środków kwiatów z powrotem się wyprostowały. No więc przykleiłam takie "naleśniki", trudno.
Dla urozmaicenia kompozycji dodałam kilka wyciętych grzybków i ptaszki rudziki, które zostały mi po warsztatach albumowych u Olgi Bielskiej - robiliśmy wtedy album "Leśny Sen".

 

 






Pozostając w temacie rudzików przedstawiam Wam moją najnowszą zakładkę, z rudzikiem właśnie.



Pozdrawiam Tuzaglądaczy!

niedziela, 10 września 2023

W kolorach lawendy.

W lawendowo-fiołkowe kolory papierów i róż ubrałam komplet pudelek na słodycze. Zestaw dobrze Wam już znany: na kawę, Rafaello, Ferrero Rocher, Ptasie Mleczko i Merci.

 




Pozostając przy fioletach i różowościach - moje storczyki.


Pozdrawiam!

sobota, 9 września 2023

Wiatru w żagle...

Wiatru w żagle pozostaje życzyć parze, która razem obchodzi urodziny i która razem wybiera się na kurs żeglarski. Ahoj!


Pozdrawiam Tuzaglądaczy!


piątek, 8 września 2023

Ślubna DL-ka i koci rozejm.

Papiery z kolekcji "Złota Dama" zawsze prezentują się bardzo elegancko, więc idealnie nadają się na prace ślubne. Powstała z nich kartka w formacie DL.


Udało mi się pogodzić koty na balkonie!
Jak już wielokrotnie pisałam, zawsze podczas haftowania czy robienia czegokolwiek innego na balkonie towarzyszyła mi Kicia, najczęściej śpiąc na balkonowym fotelu. Jeśli akurat nie spała na tym fotelu, musiałam mieć oczy naokoło głowy i pilnować, co też aktualnie kombinuje: wspinaczkę po kratce z fasolą, ostrzenie pazurów na słonecznikach, czy też może wskakiwanie na barierkę żeby sprawdzić, co jest za nią. Nie mam siatki na balkonie, więc kiedy musiałam jej pilnować, nic innego nie dało się w tym czasie robić. Tak więc fotel był wybawieniem - kot zasypiał na kilka godzin, a ja mogłam haftować.
Kiedy w domu pojawił się Tygrys w listopadzie 2021 roku, na początku nie wychodził wcale na balkon, bał się. Latem ubiegłego roku, zachęcany przez mnie i obserwujący zachwyconą balkonem Kicię, zaczął wychodzić, ale zwykle na krótko. Pozaglądał z jednej strony balkonu, z drugiej, chwilkę poleżał na dywaniku pod fotelem i zmykał do mieszkania.
A w tym roku postanowił sprawdzić, dlaczego Kicia z taką lubością wyleguje się na fotelu. No i... jak sprawdził, to już na nim pozostał. Najchętniej wcale by z niego nie schodził. Kicia nie ma prawa na niego wejść, bo od razu ją gryzie i zrzuca. Ja nie mogę na nim usiąść, bo od razu siada przede mną i gapi się na mnie złowrogo, a jak to nie pomaga, to wskakuje na kolana i wbija mi pazury w uda, a najchętniej to jeszcze by użarł w rękę. Broni tego fotela jak niepodległości.
Za to biedna Kicia, która zawsze szuka sobie miejsca "na wysokościach", nagle została zmuszona do leżenia na podłodze. Nie pomagały żadne kocyki i legowiska na pocieszenie, była nerwowa i sfrustrowana, a swoją złość wyładowywała na mnie zębami i pazurami, i jeszcze bardziej niż wcześniej kombinowała, jakby tu powspinać się w górę na tym balkonie. Dzisiaj, kiedy Tygrys poszedł do mieszkania, szybciutko zajęła jego miejsce i miała taką szczęśliwą, zrelaksowaną, pełną ulgi minkę... przez niecałą minutę, bo kocur wrócił i od razu ją ugryzł i zrzucił. Popatrzyła na mnie z takim żalem i smutkiem, że aż serce mi się ścisnęło... No i co było robić... poszłam do sklepu i kupiłam drugi, taki sam fotel. Cóż to była za radość! Teraz i król, i królowa mają swoje własne trony, choć oczywiście Tygrys (pod nieobecność Kici) nie omieszkał sprawdzić, czy nowy nabytek nie jest przypadkiem wygodniejszy. Na bocznym oparciu jego fotela przewiesiłam szmatkę, aby trochę koty oddzielić od siebie.
Musiałam nieco "przemeblować" mój mały balkon, przesunąć lub przestawić niektóre doniczki, żeby jakoś upchać ten nieszczęsny fotel. Teraz na balkon wchodzi się jak przez ucho igielne, a mój hafciarski kącik zrobił się bardzo ciasny, wciśnięty pomiędzy szafkę i donice z sansewieriami. Jedno jest pewne: nie mogę przytyć, bo wtedy się nie zmieszczę.