Sama nie wiem, czy to, co dzieje się za oknem, można nazwać jeszcze schyłkiem lata, czy już początkiem jesieni. Dni już krótsze, szaro, mgliście, mżawkowo, smętnie... W ogrodzie, obok którego codziennie przechodzę, na samym środku, na trawniku, rośnie olbrzymia, pomarańczowa dynia. Nic na to nie poradzę, że kojarzy mi się z październikowym Halloween i przyjemnym, pełnym tajemnic i magii mrokiem jesieni. Ja już czuję jesień. Z kątów wypełza melancholia... Lubię jesień...
Jakby na przekór kalendarzowi - na dzisiejszym czekoladowniku majowe konwalie w pełnym rozkwicie, a to dzięki papierowi z kolekcji "Aurora majalis" z
Makowego Pola.
Czekoladownik nieco większy niż robione przeze mnie dotychczas, ponieważ w środku ma się zmieścić Merci.
Kwiat wiśni potraktowałam brokatem - nawet mi się podoba :)
Niebieskie dzwonki zrobiłam własnoręcznie z kartonu wizytówkowego, koralików i drucianych łodyżek. Są jakieś takie koślawe i bardzo niedoskonałe, ale są "moje" i jestem z nich dumna :) Po pomalowaniu na niebiesko (kredki akwarelowe) wpasowały się w klimat całej kompozycji. Listki też barwione są tymi kredkami .
Na
arkadiowym bazarku na FB kupiłam farbki akwarelowe, takie pospolite szkolne "pastylki", ciekawa jestem, jak będzie mi się z nimi pracowało w porównaniu do kredek :) W każdym bądź razie jest tam 21 kolorów, a kredek mam tylko 12.
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję gorąco za wszystkie odwiedziny i komentarze, i do następnego razu, pa pa!